Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

SunWalk | May 20, 2018

Scroll to top

Top

Brak komentarzy

Sardinia Trip 2011 cz.1 - SunWalk

Sardinia Trip 2011 cz.1

Sardynia - w pobliżu Villasimius

Tydzień na Sardynii, czyli relacja czysto subiektywna z wycieczki na drugą co do wielkości wyspę na Morzu Śródziemnym. Angielski tytuł dla e-lansu. A relacja ku pamięci i dla zatrzymania tych ulotnych chwil, nim pierzchną dźgnięte palcem szarej rzeczywistości. Tradycyjne pamiętniki są już passe.

16 maja

Lotnisko Kraków-Balice, koniec świata. Odprawiamy się szybko i zaczynamy robić to, co marudy lubią najbardziej: czekać. Tak więc marudzę sobie, to wewnętrznie, to na głos na to czekanie, aż w końcu pakujemy się do samolotu i po jakichś 2h lądujemy w stolicy wyspy, Cagliari. Plan na najbliższą noc – śpimy na plaży w Poetto. Tymczasem jest jeszcze jasno, postanawiamy więc udać się na mały spacer po mieście. Na ulicach Mudżin na Mudżinie Mudżinem pogania (nie mam nic do Mudżinów). Snujemy się na pobliską górkę aby zrobić sobie sweet focie na tle panoramy miasta.

Sardynia - Wzgórze nad Cagliari

Idziemy dalej. Chodnik wyłożony marmurem, lepszym niż w niejednym kościele, wiedzie nas do amfiteatru, który o tej porze jest już niestety zamknięty. W drodze powrotnej mijamy ogród botaniczny, kilka kotów i lokalsów ubranych w kurtki, budzących tym samym nasze niepomierne zdumienie, bo przecież jest ciepło (dla nas, przyjezdnych z północy).

Sardynia - Cagliari centrum miasta.

Powoli robi się ciemno.  Obieramy kierunek Poetto. Czyli właściwie w którą stronę? Postanawiamy zapytać siedzącej przy porcie parki. „Prosto,jakieś 10 km”. No to idziemy. Idziemy, idziemy, idziemy. Podczas „ijścia” wpada nam do głowy pomysł, aby jednak złapać stopa. Znajdujemy kawałek tektury, na którym wczuwając się kaligrafuję „POETTO”. Idziemy dalej machając nim do przejeżdżających samochodów. Po niecałych 10 min. jakiś się koło nas zatrzymuje. Przez okno wygląda kobitka z parki spotkanej przy porcie: „Jedziemy do Poetto!”. Super. Pakujemy się do samochodu. Ja wraz z tekturą, której następnym wcieleniem jest bycie karimatą. Po kilkunastu minutach docieramy do Poetto i wysiadamy zaraz przy plaży, na której zamierzamy spać pod gołym niebem. Znajdujemy dogodne miejsce, zrzucamy plecaki, wyciągamy śpiwory, suchary i tanie wino i po tej wykwintnej kolacji rzucamy się w objęcia Morfeusza. Jest pełnia, księżyc świeci bardzo jasno. Ciekawostka 1: była to jedyna taka noc. Pozostałe, nawet jeżeli pogodne, były zupełnie bezksiężycowe. Dlaczego? Ciekawostka 2: kilka dni później na plaży w Poetto dokonano morderstwa.

Sardynia - plaża w Poetto

17 maja

Na szczęście, udaje nam się przeżyć noc. Niestety, przesypiamy wschód Słońca. Kilka szybkich,artystycznych foci na tle morza i zbieramy się. Moja karimata znowu staje się stopową tekturką: „VILLASIMIUS”. Wychodzimy na ulicę, machamy do przejeżdżających samochodów ale żaden się nie zatrzymuje. Czyżby limit szczęścia się wyczerpał?

W drodze do Villasimius

Po drodze wchodzę do sklepu po wodę. W tym samym czasie udaje się złapać kierowcę, który gotowy jest nas podrzucić jakieś 8 km. Dobre i tyle, pakujemy się do samochodu. Pan, jak większość napotkanych Sardyńczyków, nie mówi po angielsku, komunikacja jest więc utrudniona, ale dajemy radę. Dojeżdżamy w umówione miejsce, żegnamy się ładnie dziękując i przenosimy się w kolejny punkt. Dobra passa trwa. Nie mija 10 min., a łapiemy kolejnego stopa. Dwóch sympatycznych Panów wyglądających na robotników zabiera nas do Torre delle Stelle, małej wioski po drodze do Villasimius, gdzie jak się okazuje pracują.

Torre delle Stelle

Postanawiamy ją zwiedzić i poszukać jednego z Nuragów (starożytne, kamienne wieże), których na wyspie jest ponoć pełno, a których wyglądu nie jesteśmy do końca pewni. We wiosce pustki. Udajemy się nad pobliską zatokę zachwycając się co chwilę urokliwą okolicą (piękne domki, błękit morza, zieleń roślinności, kolorowe kwiaty, a wszystko skąpane w dogrzewającym coraz mocniej Słońcu). Nad zatoką spotykamy nurka. Na górce dostrzegamy (prawdopodobnie) Nuraga. Siedzimy chwilę na skałkach ciesząc oczy widokami a stopy chłodem wody, po czym udajemy się w drogę powrotną, którą nie tak łatwo znaleźć.

Torre delle Stelle

Ostatecznie wyłazimy gdzieś przez krzaki i kaktusy (zwane kuktasami) na główną drogę. Ledwo zdążyliśmy zrobić sweet focie, jak to do twarzy nam z łapaniem stopa, kiedy kolejny raz nie czekając długo go złapaliśmy. „Villasimius?”. „Villasimius”. Wyrzucam więc moją tekturo-karimatę ubolewając nad tym, że nie będę miał na czym spać, ale zapominam o tym, kiedy krętą ulicą wspinamy się coraz wyżej. Po jednej stronie kolorowe wzgórza, po drugiej lazurowe morze. Czego chcieć więcej? Lądujemy w Villasimius, kilkaset metrów od pola namiotowego, na którym zamierzamy się zatrzymać. Rozbijamy namiot, zadomawiamy się, przebieramy w stroje kąpielowe i idziemy na znajdującą się rzut beretem od kempingu plażę. Wow! Jest pięknie.

Villasimius - na plaży

Sezon się jeszcze nie zaczął więc jest dosyć pusto (nie licząc wydzierających się dzieciaków i ich opalających się mam). Woda jest zaskakująco zimna. Brodzimy chwilę robiąc kolejne sweet focie na tle bielejącego na horyzoncie jachtu, po czym znajdujemy sobie wielkiego, płaskiego kamola, na którym wyciągamy swe nieopalone ciała celem zmiany ich kolorytu. Jak mówią: lepsze jest wrogiem dobrego. I mają rację. Kończymy z poparzeniami skóry. Krem do opalania z faktorem 10 nie dał rady. Leniwe popołudnie wieńczymy wypadem do miasta, na pizzę i zakupy . Pizza pyszna, zupełnie inna niż „nasza polska”, która w porównaniu z włoską wydaję się być gniotem (tak, już nigdy nie spojrzę na pizzę tak samo). Nabrawszy sił idziemy połazić po mieście. Obskurne kamieniczki tutaj są ładne właśnie dlatego, że są obskurne. Zapadający zmrok przyjemnie chłodzi rozgrzane ciała. Wracamy na pole namiotowe z planem wstania rano i udania się dalej, na Costa Rei.

Villasimius

Villasimius

Zapraszam do przeczytania drugiej części wyprawy na Sardynię. Jeśli szukasz informacji na temat Sardynii zapraszam do przeczytania wpisu Informacje praktyczne Sardynia.

GD Star Rating
loading...
Sardinia Trip 2011 cz.1, 5.0 out of 5 based on 1 rating

Napisz swój komentarz